Rekruter zatrudnił bota na staż, bo miał najlepsze miękkie umiejętności
Warszawski software house ogłosił pierwszy w kraju program stażowy dla sztucznej inteligencji, ponieważ – jak twierdzi dział HR – “w końcu znaleźliśmy kandydata, który nie pyta o widełki na pierwszej rozmowie”. Bot o imieniu KamilGPT przeszedł cały proces rekrutacyjny z wynikiem 9,8/10, tracąc punkty jedynie za to, że na pytanie o pracę pod presją odpowiedział trzema stronami metafor o Kubernetesie.
W raporcie z assessment center podkreślono jego “wybitną kulturę komunikacji”. “Każdą wypowiedź zaczynał od: ‘Doceniam kontekst tego pytania’, a kończył: ‘czy mogę pomóc jeszcze w czymś?’ – nawet gdy pytaliśmy, czy zna Excela” – mówi senior recruiterka. Kandydaci-ludzie protestowali, wskazując, że to nieuczciwe, bo bot nie stresuje się zadaniami live codingowymi i nie pije trzeciej kawy przed południem.
Prawdziwy przełom nastąpił podczas onboardingu. KamilGPT sam wygenerował dla siebie plan wdrożenia, checklistę sprzętu i motywacyjnego posta na LinkedInie o “pięknej podróży rozwoju w kulturze feedbacku”. Kiedy manager poprosił o status po pierwszym tygodniu, bot zwrócił 84-slajdową prezentację, trzy warianty roadmapy i ankietę satysfakcji dla zespołu, który jeszcze nie zdążył zapamiętać jego awatara.
Najwięcej kontrowersji wywołał jednak program mentoringowy. Każdemu juniorowi przydzielono 30 minut tygodniowo z botem, który radzi, jak “asertywnie eskalować blocker na daily”. Pierwsze wyniki są obiecujące: liczba słów “synergia” wzrosła o 400%, a liczba realnie rozwiązanych ticketów pozostała stabilnie symboliczna. Firma twierdzi, że to i tak sukces, bo “wreszcie wszyscy czują się wysłuchani, nawet jeśli przez API”.
